Surowy, czyli niezdatny do spożycia

knive-791243_1280

„Czy oprócz filmu ślubnego dostaniemy wasz niezmontowany materiał z wesela?” – To jedno z częstych pytań, na które dzisiaj odpowiemy.

Tak po ludzku rozumiemy i wcale się nie dziwimy. Film ma być zapisem Waszej historii, a dokładniej – kawałka Waszej historii, i każdy chciałby mieć ten kawałek jak największy. To jak ze zdjęciami – większość par chce mieć ich dużo.

Domyślamy się też, że pytanie o surowy materiał bierze się z długości naszych reportaży. Filmujemy cały dzień lub dwa, a oddajemy np. 30-40 minut filmu. Może się więc Wam wydawać, że dużo cennych dla Was momentów trafi do kosza. Chcecie je zatem uratować, prosząc o niezmontowane pliki i niejednokrotnie jesteście nawet gotowi za nie dodatkowo zapłacić. Ale nasza odpowiedź na to pytanie zawsze musi brzmieć „nie”. I dla Was to bardzo dobrze. Dlaczego?

Powodów jest co najmniej 5 i przedstawimy je za pomocą dość niesmacznej kulinarnej metafory:

1. W języku branżowym niezmontowany materiał filmowy to „surowy materiał”. Surowy, bo niegotowy do spożycia. Jak mięso. Dosłownie. Oczywiście istnieje taka potrawa jak tatar, ale nawet on musi być wcześniej odpowiednio doprawiony. Poza tym to tylko przystawka, a nie danie główne.

2. Głównym celem naszej pracy jest oddanie Wam „najsmaczniejszego” filmu ślubnego, jaki tylko potrafimy przyrządzić. Składa się na to wiele elementów: preprodukcja (czyli poznanie Waszego smaku, wybór składników), produkcja (etap, kiedy kucharz gotuje na oczach gości) oraz postprodukcja (tajemnica szefa kuchni). Płacicie nam za ten długo oczekiwany efekt finalny, a nie za półprodukt. Niezmontowane ujęcia są półproduktem.

3. Nasz surowy materiał wideo jest dla Was niestrawny. To, co przynosimy do domu z Waszego ślubu, to tysiące krótkich nieuporządkowanych jeszcze ujęć (niektóre trwają zaledwie kilka sekund!), które same w sobie „nie smakują” i wymagają przyrządzenia w montażu. Jeszcze inną sprawą jest fakt, że nie każdy komputer potrafi „strawić”, czyli płynnie odtworzyć nasze pliki.

4. Surowy materiał z naszych kamer jest nieapetyczny. Dokładnie tak – szary, wyblakły i brzydki. A jeszcze „gorzej” wygląda obraz prosto z kamer filmowych za setki tysięcy złotych. Ale dzięki temu jesteśmy wstanie wycisnąć w postprodukcji ładniejsze kolory niż te z kamer typu handycam i efekt końcowy wygląda bardziej kinowo. Wymaga to od nas o wiele więcej pracy, ale wierzymy, że widzicie tę różnicę, dlatego wybieracie właśnie nas.

5. Co za dużo, to niezdrowo. Fragmenty, które nie trafiły do filmu są jak odkrojone resztki, które tylko zepsułyby potrawę. Nie żałujcie ich. Żaden porządny kucharz nie zmarnuje dobrego jedzenia.

Metafora może była niesmaczna, ale spokojnie, tylko metafory podajemy surowe 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

FacebookFacebook

Udostępnij ten wpis:

Facebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmailFacebooktwittergoogle_pluspinterestlinkedinmail